Po wielu przeszkodach i perturbacjach koszulki zostały dzisiaj wysłane!
Przesyłki są nadane listami poleconymi priorytetowymi.
Co do jakichś aluzji, że was "naciągamy". Oczywiście przyczyną tego zamętu są ludzie, którzy koszulek nie kupili i chcą zgotować WAM jeszcze więcej nerwów, niż musieliście doświadczyć.
Przypominamy, że jedynym właścicielem naszego projektu jest MICHAŁ ŚWIĘTNICKI, który go przygotował. FEJKI Z ALLEGRO są sprzedawane taniej - jaka jest róznica? Są wykonywane gorszą metodą (wasze robione są sitodrukiem), przygotowywane na gorszych jakościowo koszulkach, a co najważniejsze NIE MAJĄ NADRUKU Z TYŁU! Pierwsze drukowania początkowe były przeprowadzane blisko rok temu. Podejrzewamy, że ktoś podpatrzył zdjęcia w internecie i zrobił projekt samego przodu, bo tył nie był umieszczany wcześniej w internecie.
Tak jak wspominałem, paczki zostały nadane. Pozostaje poczekać już tylko te kilka dni i cieszyć się unikatowymi koszulkami!
Marek Jaworski

Emocje opadły, czujecie przygnębienie? Na pewno, ale nie starajcie się za wszystko obwiniać C.J.-a Watsona. Zrzucanie winy na jednego gracza jest najkorzystniejsze, ale w gruncie rzeczy Bulls mieli szansę zakończyć ten mecz wcześniej. Nie zrobili tego, bo Omer Asik biegał całą drugą połowę, a Carlos Boozer był graczem, który nie ma czego szukać w Chicago z taką dyspozycją. Za jakiś czas relacja z ostatniego meczu Chicago Bulls w tym sezonie.
Z góry chcieliśmy przeprosić za brak aktywności po ostatnich dwóch spotkaniach serii, ale dopadły nas poważne problemy kadrowe i nie było osoby, która mogłaby pokonać frustrację z mecz numer cztery i to zwycięstwo, które dało nadzieję w meczu numer pięć. Szóste starcie w Wells Fargo Center miało należeć do Byczków z Wietrznego Miasta.
Kilkanaście sekund przed końcem C.J. Watson dostał podanie po zbiórce. Jrue Holiday nie chciał go faulować, wręcz przeciwnie – chciał odebrać mu piłkę, gdy ten biegł w stronę kosza. Tam na wszelki wypadek czekał Omer Asik, ale rozgrywający Bulls zapomniał, że to końcówka meczu i lepiej ją przekołować zamiast szukać faulu. Watson musiał zapomnieć, bo nie widzę inne wytłumaczenia, dlaczego podał do najgorzej rzucającego osobiste gracza w cały zespole. Dlaczego? Zapomniał albo po prostu podjął najgorszą decyzję w całej swojej karierze. Asik pod presją nie trafił dwóch osobistych, Iggy pomyślał o synku i wygrał Sixers te mecz na linii. Ot cała historia, choć te playoffy pozostaną dla Bulls nauczką na przyszłość, by nie tracić głowy wraz z utratą najlepszego gracza.
Mam wrażenie, że Chicago przegrało tę serię, bo nie potrafiło się pozbierać po tym, co przydarzyło się Derrickowi. Nie chodzi już o to, że w sezonie regularnym mieliśmy bez niego 18-9, po prostu straciliśmy swojego lidera w fazie rozgrywek posezonowych, a ona rządzi się swoimi prawami. Na Watsona spadło za dużo obowiązków, dlatego kompletnie nie rozumiem decyzji Thibodeau o nie graniu Mikem Jamesem. Doświadczony player, grał na wielu parkietach w wielu trykotach bez wątpienia poradziłby sobie zastępując zarówno C.J.-a, jak i Johna Lucasa III.
Trzeba przyznać, że Thibs popełnił kilka karygodnych błędów w tej serii. Pisałem o tym niedawno na ZawszePoPierwsze – minuty dla Brewera, brak wykorzystania talentów Kyle’a Korvera, niewidoczny Luol Deng. To wszystko wyglądało, jakby monolit, który do tej pory tworzyliby Bulls – rozpadł się na drobne kawałki. Cały zespól, był jak palce, ale niezaciśnięte w pięść – mówiąc metaforycznie.
Taj Gibson był lepszą alternatywną Carlosa Boozera, Omer Asik zrobił wystarczająco dużo, aby pozostawić go w rotacji także na sezon 2012/2013, Luol Deng powinien mimo wszystko poddać się operacji, a Carlos Boozer połowe swoich pieniędzy przeznaczyć na cele charytatywne, tyle byłoby z niego pożytku. Jego gra w Game 6 wołał o pomstę do nieba. Jestem przekonany, że każdego z Was zjadały nerwy, gdy tylko silny skrzydłowy próbował na siłę, po swojemu znów zepsuć posiadanie ekipy z Wietrznego Miasta. W pewnym momencie problemy zauważył sam Thibodeau – dzięki Bogu. Gibson odwalił całą robotę za niego, ale ciągle – było kilku zawodników zdolnych rywalizować z 76ers jak zespół z pierwszego miejsce z zespołem z ósmego. Doug Collins uderzył w samo sedno i dzięki dobrej zespołowej grze, po raz pierwszy od kilkunastu lat przeszedł pierwszą rundą fazy rozgrywek posezonowych.
Sixers w gruncie rzeczy należą się wielkie brawa, bo odwalili kawał dobrej roboty. Ich obrona była niemal nienaganna po tym, gdy w pierwszym meczu zostali sprowadzenia na ziemię przez Derricka Rose’a. Collins zrozumiał, że są to playoffy i nie ma żadnej taryfy ulgowej. W szóstym meczu dzięki skutecznemu pick’n’roll defense Szóstki wymuszały na przeciwniku więcej biegania przy kreowaniu pozycji, a to wiązało się z kolejnymi decyzjami do podjęcia – w tej kwestii nie radziliśmy sobie najlepiej. Goście oddali mnóstwo rzutów z kompletnie nieprzygotowanych pozycji i dopiero tutaj solidna bura należy się Watsonowi, który mimo 10 asyst miał problemy przy penetracjach.
Przed sezonem 2012/2013 muszą nastąpić jakieś zmiany w rotacji, nie ma co do tego wątpliwości. Chyba, że Gar Forman da jeszcze jedną szansę tej ekipie, bo liczy na to, że odzyska ona swój swagger po powrocie Derricka Rose’a. Zanim jednak MVP zrzuci z siebie miesiące rehabilitacji minie kilka tygodni. Jak zatem Bulls wyglądają przed kolejnymi rozgrywkami? Tym tematem z pewnością zajmiemy się jeszcze podczas letniej przerwy. Tymczasem cieszcie się słońcem i potraktujcie porażkę jako lekcję, z której Bulls wyciągną wnioski i za rok nie pozostawią żadnych wątpliwości. GO BULLS!
Michał Kajzerek
Brakuje nam Derricka Rose’a i zabrakło energii Joakim Noah w czwartej kwarcie. Gdy Bulls wyszli z szatni po pierwszej połowie, sądziłem że nie popełnią tego samego błędu, który popełnili w drugim spotkaniu. Może nie zrobili tego w trzeciej kwarcie, ale odwlekli na drugą połowę ostatniej odsłony, gdy przy stanie +14, pozwolili Sixers na run zapewniający im zwycięstwo. To była smutna porażka, gdzie do gry starał się zainspirować zawodników człowiek, który kilka minut wcześniej krzyczał z bólu po solidnym skręceniu kostki.
Joakim opuści kilka spotkań i nie sądzę, aby wrócił do gry w tej serii. Zatem straciliśmy dwóch starterów, którzy byli zazwyczaj jedynymi źródłami energii w tym zespole. Luola Denga nie ma myślami w tej serii, Boozer się stara, ale miał spotkania w sezonie regularnym, gdzie w match-upach niszczył rywali w mid-range grą przodem do kosza. Jak to jest możliwe, że grając lepiej na tablicach, mając lepszą skuteczność i wykorzystując kontrataki w taki bezsensowny sposób przegrywamy mecz? Odpowiedzi jest kilka – przede wszystkim w defensywie.
Gospodarze w końcówce grali agresywnie, wychodzili wysoko i podwajali, to wybiło graczy Toma Thibodeau całkowicie z rytmu. Zaczęliśmy kreować pozycję na siłę, nie szukaliśmy nawet prostych rozwiązań pod koszem mimo, że Taj Gibson starał się przygotować tam sobie pozycje. Poza tym John Lucas III nie może być rozgrywającym w tak kluczowych momentach, gdy rywal przyciska nas do muru. Zazwyczaj schodził z zegarem do kilku sekund niepotrzebnie kozłując i starał się włożyć piłkę w rękę strzelca. Niestety ani Kyle Korver, ani Richard Hamilton, ani Luol Deng nie dawali nam dzisiaj pewności na półdystansie, czy za trzy.
W tym meczu - niestety na naszą szkodą – lepiej jako kolektyw zagrali Sixers, zwłaszcza w końcówce czwartej kwarty, więc w momencie newralgicznym. Trafiliśmy w finałowej odsłonie 6/25 FG i faulowaliśmy aż siedem razy, przy czym większość z tych przewinień miała jeden cel – zatrzymać bardzo agresywny atak przeciwnika. Obudził się też Spencer Hawes trafiając 4/5 FG. Razem z Jrue Holidayem byli ośrodkami, przez które najczęściej przechodziła piłka w ataku pozycyjnym. Bulls wielkich wymagań rywalowi nie postawili, przynajmniej się nie starali chociażby tak jak w trzeciej kwarcie, kiedy zamykaliśmy Sixers każdą pozycję i ci trafili tylko… 19% FG (4/19).
Zaskoczeniem był z pewnością brak minut dla Ronniego Brewera. Nie wiemy, czy zawodnik coś przeskrobał, czy po prostu Tom miał inną koncepcję na ten mecz, niemniej ten ruch trenera z pewnością osłabił naszą defensywę – nie ma, co do tego żadnych wątpliwości. Brewer w dwóch pierwszych spotkaniach serii wykonywał dobrą robotę na Andre Igoudali. Grając kolejne starcie w Wells Fargo Center to Deng musiał cały mecz powstrzymywać gwiazdę Sixers. Thibs zasłużył na solidną burę za kilka decyzji. Tutaj także odnoszę się do gry kontuzjowanym już Joakimem Noah. Po cholerę ryzykować pogłębienie się kontuzji zawodnika, który chwilę wcześniej autentycznie stanął na kostce, nie na stopie, w dodatku biegnąć do kontrataku. Był to przejaw niezwykłej waleczności Francuza, ale w ostatecznym rozrachunku okazał się być niepotrzebny.
Jest to przykład spotkania, gdzie zajmowania się liczbami jest niekonieczne. Na zwycięstwie gospodarzy zaważyło ich serce pozostawione na parkiecie. Bulls rozluźnili się po trócje Richarda Hamiltona, która dała Bulls 14-punktowe prowadzenie. Do tego stopnia, że daliśmy się kompletnie zdominować w każdym elemencie gry. Kolejne starcie, czwarte – w niedzielę o godzinie 19:00. Obyśmy wracali do United Center z możliwością objęcia prowadzenia w tej serii.
Michał Kajzerek
W nocy z czwartku na piątek o godzinie 2:00 rozegrany zostanie trzeci mecz pomiędzy 76ers, a Chicago Bulls. Jak na razie stan rywalizacji wynosi 1:1. Drużyna z Wietrznego Miasta podłamana stratą Derricka Rose przegrała drugie spotkanie i jest teraz w trudnej sytuacji. Czy w tym spotkaniu Byki pokażą lwi pazur?
Watson (9,7 PTS, 4,1 AST) vs Holiday (13,5 PTS, 4,5 AST)
C.J Watson musi pokazać, że jest jednym z najbardziej niedocenianych PG w NBA. Jak na razie w poprzednim spotkaniu zawiódł i nie poradził sobie z Holidayem. Rozgrywjący 76ers sprawia pod nieobecność Derricka wiele problemów drużynie Bulls i musi zostać zneutralizowany.
Przewaga: 76ers
Hamilton (11,6 PTS, 3,0 AST) vs Turner (9,4 PTS, 2,8 AST)
Wszyscy oczekują, że Richard zacznie grać tak jak w końcówce sezonu zasadniczego, kiedy to był w bardzo dobrej formie. Rzucał w meczach po 20 punktów i prowadził drużynę do zwycięstw. Musi on pod nieobecność Derricka wziąć część ciężaru gry na siebie. Turner jak na razie gra średnio i nie pokazuje nic szczególnego.
Przewaga: Remis
Deng (15,3 PTS, 6,5 REB) vs Iguodala (12,4 PTS, 6,1 REB)
Iguodala dominuje obecnie nad Dengiem jednak postawię na to, że w tym spotkaniu przewagę będzie mieć w tym matchupie drużyna Bulls. Powodem tego jest fakt, że Andre nie trenował przed meczem i ma problemmy z achillesem. Jego występ jest także nie do końca pewny w tym spotkaniu jednak w Philadelphi wszyscy są dobrej myśli. Nie ma się co oszukiwać jeżeli niski skrzydłowy zagra to i tak nie będzie w pełni dysponowany w tym meczu.
Przewaga: Bulls
Boozer (15,0 PTS, 8,5 REB) vs Brand (11,0 PTS, 7,2 REB)
Carlos proszę obudź się! Przyszły play – off i Boozer znowu zawodzi. Jeżeli nie porpawi swojej gry po sezonie być może zacznie szukać sobie nowego pracodawcy, gdyż wtedy jak dla mnie miejsce w pierwszej piątce powinien zając Taj Gibson. Młodszy i jak na razie bardziej produktywny od Boozera. Brand wykorzystuje wszystkie słabości Carlosa oraz rządzi i dzieli w ataku.
Przewaga: Remis
Noah (10,2 PTS, 9,8 REB) vs Hawes (9,6 PTS, 7,3 REB)
Noah jako jeden z niewielu nie zawiódł w ostatnim spotkaniu z 76ers. Jeżeli całą drużyna dostosowałą by się do jego poziomu o finał konferencji wschodniej mogli byśmy być spokojni i można by nawet zacząć marzyć o finale ligi. Wiem jedno Joakim nie spuści z tonu i będzie dalej grać tak dobrze. Hawes jak i inni centrzy 76ers nie mają na niego żadnej recepty i są tylko tłem w grze przeciwko Fracuzowi.
Przewaga: Bulls
Ławka rezerwowych:
John Lucas III ma swoje "5 minut" w play – off jak na razie wykorzystuje swoją szansę bardzo dobrze, mam nadzieję, że tym razem Korver zagra dobre spotkanie. W drużynie 76ers Williams oraz Young nie zawodzą, reszta graczy gra trochę za słabo. To powinno być kluczem do zwycięstwa w dzisiejszym spotkaniu drużyny z Wietrznego Miasta.
Przewaga: Bulls
Mateusz Wrona
Ała. Nie tego spodziewaliśmy się my i siedzący na trybunach Derrick Rose, który przed meczem wyszedł na środek parkietu, aby rozbudzić nadzieję w całym United Center. Nie będzie go z nami przez kolejnych sześć miesięcy co najmniej, ale w obozie Bulls nie potraktowali tego jako tragedię, która zakończy losy Bulls w tegorocznych playoffach. Niemniej właśnie z takim nastawieniem na drugą połowę spotkania wyszli goście z Filadelfii. Doug Collins dokonał kluczowych zmian w pracy ofensywy i defensywy swojego zespołu, natomiast Byki wyszły kompletnie nieprzygotowane na wyzwanie i zlekceważyły przeciwnika grając wolno i bardzo przewidywalnie. Nie lubimy takich zwrotów akcji po pierwszej połowie, będącej notabene bardzo dobrą w wykonaniu ekipy Toma Thibodeau.
Pick’n’roll defense Sixers zatrzymał nas w drugiej połowie na bardzo niskim procencie, w zasadzie nie trafiliśmy żadnej z prób w pierwszych siedmiu posiadaniach kwarty. Przeciwnik natomiast wrzucił wyższy bieg i w końcu zaczął grać ofensywę z jakiej słynął w pierwszej połowie sezonu regularnego – transition offense. Tempo rozgrywania zwłaszcza Jrue Holidaya i kreowania pozycji przez Evana Turnera przycisnęlo do muru bezdusznych w drugiej połowie Bulls. Richard Hamilton nie był w stanie pokonać w pojedynkach jeden ja jednego rozpędzonego drugoroczniaka, który niedawno mówił o tym, jak łatwo będzie pokonać Byki w pierwszej rundzie rozgrywek posezonowych. Wcześniej wspomniany Holiday rozgrywał na C.J.-u Watsonie swój najlepszy mecz w playoffach.
Zwłaszcza gracze o nastawieniu bardziej ofensywnym niż defensywnym – mieli ogromne problemy z kryciem. Collins doskonale wiedział gdzie ma uderzyć, a zawodnicy Szóstek wyegzekwowali jego plan bardzo precyzyjnie pokazując lidze w pełnej okazałości, jakie kryje się tam potencjał. W drugiej połowie dysproporcje miedzy ekipami głownie opierały się o energię, jaką w grę wkładali goście, a jaką gospodarze. Gdy kamera pokazywała zafrasowanego Derricka Rose’a nastroje stawały się coraz bardziej przytłaczające. Jego sumienie z pewnością przeklinało wszystkich Bogów świata za to, co mu i jego zespołowi uczynili. Oczywiście cierpimy na tym i my, ale dopóki wszystko w szachu trzyma Thibodeau – powinniśmy być w miarę spokojni.
Nie wątpię, że w Filadelfii odzyskamy swagger stracony po pierwszej połowie. Trzeba jednak dokonać pewnych poprawek w tym jak zespół funkcjonuje po obu stronach parkietu. Jeżeli w Chicago myślą o tym, aby skończyć te serię w trzech kolejnych meczach, niezbędną będzie gra zdecydowanie bardziej elastyczna niż w Game 2. Collins ma to do siebie, że potrafi podejmować błyskotliwe decyzje nawet nie zdając sobie z tego sprawy – tym razem jednak był w pełni świadomy tego, co robi. Wykorzystanie Jrue na Watsonie i Turnera w kontrataku było geniuszem w prostocie. Doug zaadaptował się do panujących warunków i nie szukał półśrodków do wykończenia Bulls – zaatakował w sam środek naszych problemów, czyli back-court.
Żeby analiza ta nie miała znowuż aż tak tragicznego wydźwięku – doskonałe zawody, po raz kolejny zresztą, rozegrał Joakim Noah. Symboliczne były jego dwa jumpery z półdystansu bez krycia w drugiej połowie. Wtedy Bulls osiągnęli apogeum swoich możliwości. Dobry spacing, dobra gra na tablicach – mimo niskiej skuteczności 45% FG w całym meczu – no i Jo, który w jedne z ofensywnych akcji złamał kostki zupełnie niespodziewającemu się Thaddeusowi Youngowi. Rose po tym dribble-move Noah uśmiechnął się kącikami ust, jakby chciał wyznać, że rozdysponował swoimi talentami po całej drużynie.
Przed rozpoczęciem drugiej kwarty trener Sixers mówił o wydajniejszej grze na tablicach swojego zespołu i potrzebie gry early offense, z którą Bulls w zasadzie nie radzili sobie od początku sezonu. Nasz transition-defense nie jest dziurą w całym systemie, mimo to brakuje nam gracza, który postraszyłby przeciwnika samą tężyzną. Wiemy przecież, że Boozerowi do obrony nie spieszno się wracać, a back-court Bulls często jest zbyt wolny, np. dla Andre Igoudali – bestii w kontrze. 25:8 stosunek punktów po kontrach na korzyść Sixers oczywiście. Poza tym: 52:34 – stosunek punków pod tablicami, oczywiście także dla Sixers.
Trzecia kwarta zakończyła się wynikiem 36:14, co w gruncie rzeczy zabiło ducha gry Bulls, którym ciężko było się pozbierać, chociażby tak, jak zrobili to w Memphis gracze Clippers. Jeżeli nie oglądaliście tego spotkania, a macie taką ochotę, to zróbcie tak, by brakło Wam czasu na drugą połowę. Kolejny mecz w piątek o 2:00 w Wells Fargo Center.
Michał Kajzerek
piątek, 18 maja 2012
| « maj » | ||||||
| pn | wt | śr | cz | pt | sb | nd |
|---|---|---|---|---|---|---|
| 01 | 02 | 03 | 04 | 05 | 06 | |
| 07 | 08 | 09 | 10 | 11 | 12 | 13 |
| 14 | 15 | 16 | 17 | 18 | 19 | 20 |
| 21 | 22 | 23 | 24 | 25 | 26 | 27 |
| 28 | 29 | 30 | 31 | |||







| Drużyna | Bilans | Procent | |
|---|---|---|---|
![]() |
Bulls | 33-8 | 0.805 |
![]() |
Pacers | 23-14 | 0.622 |
![]() |
Bucks | 15-24 | 0.385 |
![]() |
Cavaliers | 14-23 | 0.378 |
![]() |
Pistons | 13-26 | 0.333 |